“Anioły i Demony” = hit. Przynajmniej dla mnie.

lipiec 4th, 2009

Wczoraj wreszcie udało mi się pójść na oczekiwany przeze mnie film pt. “Anioły i Demony”. Wcześniej a to nie było czasu, a to ochoty, albo jeszcze inne nieszczęścia zwalały się na głowę… Nie wspominając o tym, że moje miasto jakoś specjalnie do filmów kinowych nie ma zacięcia, a co za tym idzie, zawsze zjawiają się w nim one długo po właściwej premierze. No ale nie o tym chciałem pisać.

Zanim pójdę na jakiś film, wprost muszę zobaczyć kilka jego recenzji, kadrów i opisów w Internecie. I zobaczyłem. A konkretniej to oficjalną stronę “Aniołów i Demonów”. Gdy zobaczyłem samo wczytywanie przeszył mnie dreszcz. Dlaczego? Nazwy czterech żywiołów, przedstawione w postaci ambigramów… dla mnie miód, a musicie wiedzieć, że uwielbiam symbolikę, a ta związana z żywiołami jest mi szczególnie bliska. Potem było już tylko lepiej, masa zdjęć, tekstów, zwiastun… wszystko to utwierdziło mnie w przekonaniu, że ja to MUSZĘ zobaczyć. I zobaczyłem. Przyznaję się bez bicia, że nie czytałem żadnej z książek Dana Browna (bo nienawidzę czytać bzdur, a do dnia wczorajszego za takowe uważałem również książki Browna), a “Kod Leonarda da Vinci” prawdę mówiąc jako film w ogóle mnie nie zainteresował, ale “Anioły i Demony”… cudo. Kocham ten film za cztery ważne aspekty:
a) symbolika - dla mnie po prostu genialna, nie dość, że dość tajemnicza i mroczna, to jeszcze powiązana z żywiołami.
b) gra aktorska - idealne dobranie aktorów do ról.
c) muzyka - świetnie skomponowana, nadająca historii przedstawionej w filmie doskonałe tło.
d) coś, co zwę “efektem niedosytu”, tzn. to, co sprawia, że po obejrzeniu filmu chcę i muszę dowiedzieć się więcej o jego fabule, szczegółach, być może nawet w przyszłości przeczytać książki Browna (ale nie teraz, bo zwyczajnie czasu nie mam, a mam za to kupę lektur do czytania).
I choć wiem, że zarówno książki, jak i filmy zawierają pewne błędy natury historyczno-merytorycznej (wymienione m.in. w Wikipedii), nie zraża mnie to. W sumie, to nawet czyni całość opowieści bardziej interesującą. Naprawdę polecam, szczególnie, jeśli ktoś ma takiego świra, jak ja. Moja ocena: 9,5/10.

Komentarzy: 7 do wpisu ““Anioły i Demony” = hit. Przynajmniej dla mnie.”

  1. Istrandir pisze:

    Eee… nie lubię bzdurnych książek, a na film nie pójdę, nie da rady, nie lubię czegoś takiego. Ambigramy? Co to jest? :)
    Symboliki bym nie zauważył, a aktorzy? Skąd mam wiedzieć, czy są dobrzy, nie znam się…

  2. Czarny Pan pisze:

    Wikipedia mówi, że ambigram to: ‘grafika utworzona kaligraficznie lub obrazowo w taki sposób, że po obróceniu całości można odczytać ten sam lub inny tekst’ - lepiej bym tego nie ujął. Bzdurna książka? Nie powiedziałbym, aczkolwiek o gustach się nie dyskutuje.

  3. Mars pisze:

    Hmm… tytuł jest z pewnością bardzo przyciągający… szczególnie ta część o demonach. Ale chyba jednak się na to nie wybiorę, bo jeśli to jest coś w podobie “Kodu…” (ja rozumiem, że lepsze, ale chodzi mi o rodzaj filmu) to nie jestem tego wielką fanką.
    Co do recenzji. Wszelkie recenzje są pisane na zamówienie producentów filmów, żeby były dobre opinie i ludzie na to poszli, a jeśli już istnieją recenzje pisane przez osobę neutralną (znaczy na pewno istnieją, w dużej ilości) to są trudno dostępne.
    Z ciekawości sprawdziłam sobie obsadę. W większości to raczej mało znani aktorzy. Znaczy oczywiście o niektórych słyszałam (np. o Hanksu) ale to zdecydowana mniejszość. W każdym bądź razie nie wiem kogo grał Ewan McGregor, ale po “Gwiezdnych Wojnach” mam o nim niskie mniemanie… a może to kwestia polskiego dubbingu? No w każdym razie nie wydaje mi się jakoś bardzo zdolnym aktorem. Zresztą po amerykańskim komercyjnym megahicie nie spodziewam się niczego dobrego, znaczy oczywiście może być bardzo fajny ze świetnymi efektami, ale… chyba wolę poprostu brytyjskie kino (co nie zmienia faktu, że czasem lubię sobie popatrzeć na amerykański film).

  4. Czarny Pan pisze:

    ‘Wszelkie recenzje są pisane na zamówienie producentów filmów, żeby były dobre opinie i ludzie na to poszli, a jeśli już istnieją recenzje pisane przez osobę neutralną (znaczy na pewno istnieją, w dużej ilości) to są trudno dostępne.’ - polecam filmweb.pl i recenzje jego użytkowników.

  5. Mars pisze:

    Na filmweb wchodzę bardzo często i czytam te recenzje, ale jeśli dobrze zauważyłam wszystkie, niezależnie od filmu są pochlebne. I jest to zrozumiałe, każdy recenzjuje swój ulubiony film;)

  6. Istrandir pisze:

    Hahaha, mars dałaś popis. Nie wiem jakie czasopisma z recenzjami czytasz, ale widocznie są one z tej mocno dolnej półki, albo cofnięte w czasie o niezłe lata… Dobre recenzje są na wyciągnięcie ręki, wystarczy pójść do kiosku :]

  7. Mars pisze:

    Tak? To słucham jaką gazetę z recenzjami polecasz? Te z programem? Na pewno są z “wyższej półki”. No właśnie z tego powodu jaki powiedziałam nie czytam czasopism z recenzjami, ale swego czasu kupowałam “Film”. Jest to jedna z lepszych gazet (nie najlepsza fakt, ale też nie najgorsza) i co? 5 stronnicowe wychwalające recenzje, a dopiero pod koniec gazety małym druczkiem, króciutkie te obiektywne.

Dodaj komentarz

Podgląd komentarza: