Jak się okazuje, zakupy, a może, ściślej rzecz biorąc, “latanie po mieście” z przyjaciółką (pozdrawiam, Cosieq =*) może mieć zbawienny wpływ na humor. A przynajmniej na mój. Nawet najnudniejszy, najgorszy deszczowy dzień może zmienić się w oczach ludzkich na lepsze po kilkugodzinnym chodzeniu po deptaku, sklepach, hipermarketach, pizzerii i… dworcu PKP. Jeżdżenie windą w górę i w dół, dmuchanie baloników i morsik narysowany na serwetce z Telepizzy kupionym nieco wcześniej w Tesco ołówkiem wydatnie poprawiają samopoczucie, choć zdają się być bardzo dziecinne… a może właśnie to jest w nich takie fajne? I choć rano padał deszcz i było szaro, to teraz nawet słońce wyszło zza chmur. Zaskakujący zbieg okoliczności, doskonale odzwierciedlający mój nastrój, nieprawdaż? Polecam wszystkim zakupy, choć wydacie trochę kasy - opłaci się :) Czytałem gdzieś nawet, że pomagają one w odchudzaniu i ogólnie dobrze wpływają na zdrowie. To chyba prawda. Ja się po nich czuję znacznie lepiej :)

